Najpierw sprawy organizacyjne: jutro planujemy wyjazd z
Kuala Lumpur więc rezerwujemy hotel w Malace i kupujemy bilet na autobus. Potem ruszamy do parku motyli. Piękne okazy, wielkie jak wróble, latają po
niewielkim parku, starannie utrzymanym, ze stawami i mostkami. Do tego kraby w akwariach, w stawach rybki i
żółwie (w tym żółw o świńskim ryjku i żółw sępi [turtle snapping aligator]
przypominający dinozaura) oraz parę jaszczurek.
I wystawa zasuszonych okazów tutejszych robali: robal o twarzy człowieka
(na skrzydełkach wyraźny wizerunek ludzkiej twarzy), robal-liść, patyczaki i
okropne szczypawy. Brrr.
Szybko mija czas i robi się siódma. Zamykają, a my
zastanawiamy się co robić dalej z tak pięknie rozpoczętym popołudniem. Trochę późno na zwiedzanie, a my sie dopiero
rozkręcamy. Pomaga hinduski taksówkarz
sugerując Jaskinie Batu (Batu Caves) z olbrzymim złotym posągiem hinduskiego
bóstwa Muruga (zwanego też Lord Subramanian). Otwarta do późna. To już poza obrębem administracyjnym Kuala
Lumpur, w Selangor, ale dajemy się namówić.
I nie żałujemy. Wprawdzie, żeby
wejść do świątyni trzeba pokonać 272 stopnie, ale widok statuetki jest
imponujący.
Atmosfera też
fantastyczna, nasze nieochrzczone dzieci zostaną naznaczone czerwoną kropką na
czole – na pewno zyskają przychylność hinduskich bóstw.
W drodze hinduski taksówkarz śmieje się z gaworzącego
Aleksa i mówi: „według hinduskiego przekonania dzieci są jak bogowie. Mają czyste serca i nie kłamią”. No coś w tym jest. Może i nie kłamią, ale czasem ryczą....
Muszę jednak przyznać, że podróż z dziećmi otwiera wiele
drzwi. Wszyscy się do nas uśmiechają,
nikt nie protestuje przeciwko robieniu zdjęć.
A kiedy byliśmy wczoraj na kolacji w hinduskiej restauracji podszedł do
nas kelner i chciał potrzymać Aleksa, żebyśmy mogli spokojnie zjeść.
A Aleks nie daje nam spać w nocy, ale poza tym wydaje się
dość zadowolony z życia. Spędza całe
dnie (to znaczy, hm, popołudnia na razie) w nosidełku na brzuchu taty, posypia,
przygląda się światu. Je z apetytem i
regularnie serwuje nam pełne pieluchy.
Wygląda zdrowo i wesoło.
No comments:
Post a Comment