Jak wspomniałam o mało nie spóźniliśmy się na śniadanie
przez najmłodszego śpiocha. Ale dziś się
nigdzie nie spieszymy. Jest poniedziałek, w poniedziałki nieczynna jest fabryka
herbaty więc zwiedzanie herbacianych plantacji odkładamy na jutro. A dziś leniwy spacer po okolicy. Dość szybko
zresztą zawracamy, bo ścieżka śliska i kamienista (Javi z Aleksem w nosidełku o
mały włos się nie wywalił), a na dodatek zaczyna lać. A Daniel bez kurtki
przeciwdeszczowej. Rano Javi mu mówił:
Daniel weź kurtkę. Nie chcę. Weź ortalion, bo zmokniesz. Nie szkodzi, mnie to
nie przeszkadza. Wrrrr. Upór ośmiolatka.
Wracamy do hotelu podsuszyć się trochę. Javi wypróbowuje
zakupione na targu w Malace „ear candles” (wynalazek para medycyny chińskiej –
świece, które wstawia się do ucha i które mają usunąć wszelkie stresy i
dolegliwości). Hm, teoretycznie zabieg
należy przeprowadzić w atmosferze relaksu.
Z dwójką dzieci w pokoju wymóg ten jest nie do spełnienia.
Kolacja w „Maybrown” – fast food orientalny. Aleks marudzi okropnie, a na koniec odwala
grubszą robotę. Udajemy się zespołowo do
toalety, żeby go szybko i sprawnie przewinąć, jak w Ipoh w chińskiej knajpie, a
tu dzonk! Turecki kibelek! Nie ma gdzie
rozłożyć naszego przenośnego przewijaka. To ci dopiero wyzwanie dla rodziców.
Dobrze, że jesteśmy niedaleko hotelu, wracamy przewinąć go w pokoju.
Dzieć zasypia po krótkim gaworzeniu w swoim namiociku i
śpi od 23 do 9 rano. Ha, takie życie to rozumiem!
Dodam jeszcze, że Daniel okazał się nadspodziewanie dobrym
opiekunem Aleksa. Kocha go ogromnie i ma do niego niewyczerpaną cierpliwość i
nieskończone pokłady ciepła i serdeczności. Kiedy już nie wyrabiamy i warcząc
przekazujemy sobie ryczący pakunek rzucając: „teraz Ty się nim zajmij”, zgłasza
się Daniel i momentalnie zamiast podkówki na twarzy Aleks zakwita szeroki
uśmiech. Daniel gada do niego nieustannie, zasypuje całusami i komplementami: „Jaką
ma piękną buzię mój braciszek, jak go strasznie kocham, to mój najlepszy
przyjaciel. Będzie mądry jak Einstein".
I Aleks odwzajemnia wszystkie te uczucia i serdeczności,
niezmiennie rozchmurza się na widok Daniela i patrzy w niego jak w
obrazek. Nie wiem co byśmy zrobili bez
Daniela i jego niezwykłego zacięcia opiekuńczego i talentu do uspokajania i
zabawiania Małego.
No comments:
Post a Comment