Sunday, 8 July 2012

Kuala Lumpur, dzień pierwszy


Przybywamy do Kuala Lumpur.  Petronas Towers by night, krótki spacer po okolicy (oczywiście nieoczekiwanie się nam przedłużył), kolacja w wietnamskiej knajpie.



Pierwsza noc to autentyczny koszmar za sprawą najmłodszego... My po dwóch zarwanych nockach (pierwsza to pakowanie, druga w samolocie) marzymy o odrobinie snu, a ta bestia wręcz przeciwnie.   Ślini się i gryzie co popadnie (zęby).  Uspokaja się w chuście, ale każda próba odłożenia go do jego namiociku to ryk.  Potem nawet leżąc w naszym łóżku ryczy.  Podpieramy się nosami, stajemy na rzęsach, i zaciskamy zęby z bezsilności.  Próbujemy wszystkiego: żel na ząbki, pastylki homeopatyczne na ząbki, chusta, śpiewanie, wierszyki, noszenie, wreszcie telewizja.  Nawet przysypia na chwilę, ale zaraz budzi się z płaczem.  Nawet Daniel się budzi chociaż normalnie nic go nie rusza.  Około trzeciej w rozpaczy sięgamy nawet po paracetamol.  Około czwartej dochodzimy do wniosku, że gad po prostu nie chce spać.  A poza tym nic mu nie dolega.  Fakt, że w Hiszpanii jest dopiero dziesiąta, miał prawo nie być śpiący.  Zrozpaczeni zaczynamy się z nim bawić (o czwartej nad ranem!) i okazało się, że o to chodziło.  Potwór zaczyna radośnie chichotać.  Zasypiamy wreszcie wszyscy koło piątej i śpimy do trzynastej... Cóż, już widać, że pierwsze dni to będzie walka z jetlagiem.

No comments:

Post a Comment