Monday, 9 July 2012

Kuala Lumpur - Birds' Park and Little India


Malezja.  Tygiel narodowości i kultur.  Mieszanka religii.  Właściwie wciąż nie wiem jak wygląda typowy Malaj.  Nazwy dzielnic Kuala Lumpur (i innych miast Malezji) mówią same za siebie: Chinatown, Little India. Buddyści, buddyści-taoiści, hinduiści, muzułmanie.  
Nasz hotel w Kuala Lumpur mieści się na skraju Little India i tuż obok sporego i świetnie zaopatrzonego supermarketu Hannifa.  Bardzo poręcznie. Nie zerwaliśmy się dziś o świcie więc zaczynamy odkrywanie miasta późnym popołudniem.  Ruszamy na podbój Ptasiego Parku w Lake Gardens.  Kolorowe, egzotyczne ptaki tropikalne i znajome poczciwe bociany.  Daniel woła „bocian, przynieś mi jeszcze jednego braciszka”.  Uchowaj Boże!
W cieplarnianych warunkach trzymane są jajka kur.  Patrzymy jak pęka jajo i wykluwa się mokry, nieporadny pisklak.  Śliczne. 

Kolacja dzisiaj w pobliskiej hinduskiej knajpie i wracamy około 23 z pięknie uśpionym maluchem.  Który oczywiście w chwili odkładania go do łóżka włącza syrenę.  Nieoceniony Daniel śpiewa mu piosenkę o Gumisiu (osito Gominola vel Gummy Bear) i Aleks uspokaja się i usypia. 
Budzi się o pierwszej w nocy, wesolutki i gotowy do zabawy.  Na szczęście Daniel też jeszcze nie przystosował się do zmiany czasu i też mu się nie chce spać.  Podskakuje pokrzykując hoo-ja-ooo i Mały chichocze głośno... Potem Javi zdesperowany pakuje malucha w nosidełko i spaceruje wte i wewte czytając e-booka. Koło czwartej udaje mu się położyć się z Aleksem na klacie.  To i tak lepiej niż wczoraj, może za jakiś tydzień złapiemy rytm.  Budzimy się dziś przed południem (tzn budzi nas budzik Aleks) i już koło drugiej wychodzimy z hotelu. 

No comments:

Post a Comment