Tuesday, 17 July 2012

Plantacje herbaty i świątynia Sam Poh

Przy śniadaniu poznajemy francuską rodzinkę z trójką dzieci. Najmłodsze ma 18 miesięcy.  Są z Paryża i też udają się do Taman Negara po zaliczeniu Cameron Highlands.

Potem bierzemy taksówkę (trafia nam się wysłużony mercedes-beczka, 25 ringit za godzinę) i ruszamy w objazd okolic.  Zaczynamy od plantacji i fabryki  herbaty BOH. Niestety, fabryka dziś stoi (nie mają dość herbacianych liści do obrobienia) więc możemy jedynie popatrzeć na stojące maszyny – w środku nic się nie dzieje.  Obejrzeliśmy małą wystawę, firmowy filmik propagandowy, wypiliśmy herbatę i cyknęliśmy parę fotek malowniczych wzgórz porośniętych krzakami herbaty.  




Następny etap to farma motyli i insektów, potem truskawkowe pola, wreszcie świątynia buddyjska Sam Poh, bardzo malownicza.  Jest popołudnie, nie ma dużo ludzi, jeden z mnichów gra na flecie.  Zanim wyjdziemy rozpocznie się ceremonia. Ale głód nie wybiera: świątynia, autobus, riksza, jak Aleks włączy syrenę to trzeba szykować butlę, gdziekolwiek byśmy nie byli... 






Wieczorem na zmianę idziemy na chiński masaż stóp, najpierw Daniel, potem ja, na końcu Javi. A potem walka z marudnym dziś najmłodszym. I znów się pokłóciliśmy zamiast współpracować w trudnych chwilach...

No comments:

Post a Comment