Zaczynamy od późnego śniadania u Chińczyka, po czym
ruszamy na podbój Chinatown (akurat mija południe, idealna pora na zwiedzanie
miasta w tropikach. Do tego z niemowlakiem przyklejonym do ciała – to Javi).
Wieczorem przejażdżka statkiem i kolacja w prostej
chińskiej knajpie wraz z katalońską rodziną.
Oni też jutro wyjeżdżają (hm, potem się okazało, że my jednak jutro nie
wyjechaliśmy, ale o tym zdecydowaliśmy dopiero później).
Po kolacji odkrywamy jeszcze przyportową, nowoczesną część
miasta. Inny świat – luksusowe hotele,
wielki shopping mall ze sklepami wypasionych marek. Trwa jakiś casting i produkują się lokalne
grupy muzyczne. Życie wre.
Wracamy jak zawsze późno i po tym jak udaje nam się (nie
bez trudu) spacyfikować nasze zmory zaczynamy się przyglądać naszym dalszym
planom. Mieliśmy jutro ruszyć na północ,
w kierunku Cameron Highlands i plantacji herbaty. Ale – jak się nagle okazuje – właśnie zaczyna
się weekend i wygląda na to, że Cameron Highlands to także ulubione miejsce na
weekendowy wypad tubylców. Mamy więc
niewesołe perspektywy na nocleg: mały wybór i drogo. Decydujemy się zatem zostać jeszcze jeden
dzień w Malace, potem przenocować w Ipoh i zacząć pobyt w Tanah Rata (Cameron
Highlands) od niedzieli. Teraz sytuacja
hotelowa wygląda znacznie lepiej: czterogwiazdkowy hotel za 1/3 ceny (ok. 60
euro za całą naszą rodzinę, ze śniadaniem). Więc się skusiliśmy na odrobinę
luksusu. Dodatkowo reklamuje się jako
przyjazny dzieciom, tuż przy hotelu jest duży plac zabaw. Zatem i Daniel
powinien być usatysfakcjonowany. A w
Malece podobno w weekendy jest malowniczy targ w Chinatown więc jeszcze jeden
argument za tym żeby zabawić tu dzień dłużej.
Pozostaje tylko sprawa kolejnego noclegu, ale tym zajmiemy się jutro rano.
No comments:
Post a Comment