Thursday, 12 July 2012

Świątynie Malakki


Zaczynamy od późnego śniadania u Chińczyka, po czym ruszamy na podbój Chinatown (akurat mija południe, idealna pora na zwiedzanie miasta w tropikach. Do tego z niemowlakiem przyklejonym do ciała – to Javi).  

Leniwy spacer, częste przystanki.  Kilka świątyń buddyjskich (w jednej udało nam się obejrzeć ceremonię i dostaliśmy poradnik pt „Jak osiągnąć szczęście”) i meczet.

Wieczorem przejażdżka statkiem i kolacja w prostej chińskiej knajpie wraz z katalońską rodziną.  Oni też jutro wyjeżdżają (hm, potem się okazało, że my jednak jutro nie wyjechaliśmy, ale o tym zdecydowaliśmy dopiero później).  

Po kolacji odkrywamy jeszcze przyportową, nowoczesną część miasta.  Inny świat – luksusowe hotele, wielki shopping mall ze sklepami wypasionych marek.  Trwa jakiś casting i produkują się lokalne grupy muzyczne.  Życie wre. 

Wracamy jak zawsze późno i po tym jak udaje nam się (nie bez trudu) spacyfikować nasze zmory zaczynamy się przyglądać naszym dalszym planom.  Mieliśmy jutro ruszyć na północ, w kierunku Cameron Highlands i plantacji herbaty.  Ale – jak się nagle okazuje – właśnie zaczyna się weekend i wygląda na to, że Cameron Highlands to także ulubione miejsce na weekendowy wypad tubylców.  Mamy więc niewesołe perspektywy na nocleg: mały wybór i drogo.  Decydujemy się zatem zostać jeszcze jeden dzień w Malace, potem przenocować w Ipoh i zacząć pobyt w Tanah Rata (Cameron Highlands) od niedzieli.  Teraz sytuacja hotelowa wygląda znacznie lepiej: czterogwiazdkowy hotel za 1/3 ceny (ok. 60 euro za całą naszą rodzinę, ze śniadaniem). Więc się skusiliśmy na odrobinę luksusu.  Dodatkowo reklamuje się jako przyjazny dzieciom, tuż przy hotelu jest duży plac zabaw. Zatem i Daniel powinien być usatysfakcjonowany.  A w Malece podobno w weekendy jest malowniczy targ w Chinatown więc jeszcze jeden argument za tym żeby zabawić tu dzień dłużej. 

Pozostaje tylko sprawa kolejnego noclegu, ale tym zajmiemy się jutro rano.

No comments:

Post a Comment