Thursday, 26 July 2012

Powrót do Kuala Lumpur

Uff. Po miłym i spokojnym dniu lekko upiorna nocka (nie wiedzieć czemu, zupełnie wbrew ustalonym dotąd regułom). Aleks z trudem zasypia koło północy, a potem budzi się co dwie godziny: o drugiej, o czwartej.  Za to po szóstej, kiedy już musimy się zbierać, on oczywiście śpi w najlepsze i nawet powieką nie ruszy kiedy zapalamy światło, pakujemy się, przekładamy go na łóżko, żeby spakować jego namiocik… Wrr.  

Śniadanie w biegu i ruszamy na lotnisko.  0koło 10.30 już jesteśmy znów w Kuala Lumpur. Zostawiamy bagaż w hotelu i ruszamy w miasto. Poczta, wczesny lunch i ruszamy do Muzeum Sztuki Islamskiej.  Po wyjściu z muzeum „łapie” nas chiński taksówkarz i koniecznie chce nas zawieźć na oglądanie świetlików.  To gdzieś poza Kuala Lumpur więc już nam się nie chce dzisiaj, ale umawiamy się na jutro na wyprawę do rezerwatu słoni (Elephant’s Sanctuary).

Upewniam się jeszcze czy nie jest muzułmaninem (jest Chińczykiem więc nie wygląda na muzułmanina, ale tu taka mieszanka, że nigdy nic nie wiadomo).  Na szczęście jest buddystą.  Nie żebym miała coś przeciwko muzułmanom, ale nie chciałabym żeby wiózł nas w dalszą trasę staruszek, który cały dzień nic nie je i nie pije z racji ramadanu (już to przechodziliśmy w drodze do Kuala Besut i trochę martwiłam się o nasze bezpieczeństwo). 

Tymczasem sympatyczny Chińczyk podrzuca nas do najbliższej stacji kolejki, a my ruszamy na wieżę Menara podziwiać panoramę miasta i widok na wieże Petronas w szczególności.  



Aleks chyba miał dzisiaj za dużo wrażeń, bo robi się już trochę marudny (cóż, lot z Kota Bharu do KL, muzeum, wieże. To chyba dość sporo dla malucha, nawet dla takiego globtrottera).  Na dodatek zabrakło porcji leniuchowania i pieszczot.  Więc po zaliczeniu widoczków wracamy do hotelu i już nawet nie wychodzimy na kolację.  Dzieci padnięte, Javi idzie kupić coś na wynos i zostajemy w hotelu. Prawie sami, bo zmęczone dzieciaki odpłynęły dość szybko.

No comments:

Post a Comment