Sunday, 22 July 2012

Snorkelling i spalone słońcem plecy... Au!

Dziś wypożyczamy sprzęt (tzn maski i fajki) do nurkowania i trochę przyjaźniejszym okiem patrzymy na tę wyspę. No, obiektywnie rzecz biorąc to ona NAPRAWDĘ musiała być ładna zanim ją tak fatalnie i pasożytniczo zagospodarowano. 

Spotykamy rodzinkę z Andaluzji: mama, dwie ciotki i chłopiec niewiele starszy od Daniela. Mama wygląda na odważną podróżniczkę – 10 lat temu była w Kambodży, jeszcze prawie pod obstrzałem. Aleks po raz pierwszy zalicza kąpiel w morzu. No pięknie. Mieszkamy nad brzegiem Morza Śródziemnego, a Mały przechodzi swój „chrzest” morski w wodach Morza Południowochińskiego… 



Po południu opływamy statkiem klasyczne miejsca do nurkowania: stada kolorowych rybek, żółwie wodne i rafa koralowa. 



Nie udaje nam się zobaczyć małych rekinów, ale i tak jest przyjemnie. 



Tylko zajęci smarowaniem dzieci i chronieniem przed słońcem i wiatrem Aleksa, zapominamy o sobie. Uff, ależ się zjaraliśmy. Plecy i tylna część nóg obmywana morzem przy nurkowania złapały kolorek błyskawicznie. Intensywnie czerwony jest to kolorek, piecze jak cholera! No to spędzamy wieczór na okładaniu się mokrymi ręcznikami i smarowaniu. Kolacja w sąsiednim ośrodku (grillowane rybki). 

Dzieci zmęczone wrażeniami zasypiają przy kolacji – Aleks położony na dwóch zestawionych krzesełkach, a Daniel na siedząco, oparty o stół. I znów mamy spokojną nockę. Nie licząc pieczenia i dalszego okładania się mokrymi ręcznikami i smarowania kremami…

No comments:

Post a Comment